Żnin - Wenecja. W piątek, 29 lipca 2022 r., promocja książki "Leon Lichociński. Książę pałuckich przewodników"

Iwona Góralczyk
Iwona Góralczyk
O dziadku Leonie opowiadać można by dużo. To wspaniale, że powstała o nim biografia
O dziadku Leonie opowiadać można by dużo. To wspaniale, że powstała o nim biografia Szymon Cieślak
Udostępnij:
Leon Lichociński był niezwykłym przewodnikiem. Za kilka dni światło dzienne ujrzy biografia "dziadka Leona". Jej autorką jest Barbara Filipiak.

Wielu turystów odwiedzało niegdyś Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji między innymi dla Dziadka Leona.

Uwielbiali jego barwne opowieści, jego humor, wreszcie pałucką gwarę, którą się posługiwał.

Wielu się też z nim fotografowało. Do legendy przeszło już zdjęcie, na którym widzimy Leona Lichocińskiego w towarzystwie mężczyzny z mikrofonem. Wygląda, jakby ten drugi przeprowadzał wywiad. Sprawdziliśmy, że na starej fotografii, naprzeciwko weneckiego przewodnika, jest Grzegorz Miecugow (1955-2017).

Napisaliśmy w tej sprawie, we wrześniu 2017 roku, do redaktorów programu Szkło Kontaktowe TVN24. Potwierdzili: "To Grześ".

O Dziadku Leonie opowiadać można by dużo. To wspaniale, że powstała o nim biografia, która jest owocem wielkiego zaangażowania i takiej też pracy przy jej powstawaniu Barbary Filipiak - na co dzień pracownika żnińskiej biblioteki.

Spotkanie promujące książkę "Leon Lichociński. Książę pałuckich przewodników" zaplanowano 29 lipca br. o godz. 13 w Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji. Organizatorem wydarzenia jest Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Żninie.

Leona Lichocińskiego wspomina Jego synowa Alicja

Leon Lichociński, żyjący w latach 1906-1992, całe swoje życie zawodowe związał z kolejnictwem. Miał znaczący udział w powstaniu Muzeum Kolei Wąskotorowej w Wenecji.

Nazwany księciem pałuckich przewodników, szybko stał się symbolem weneckiego muzeum i jego wielką atrakcją.
Zasłynął z opowiadania gwarą pałucką humorystycznych anegdot o wąskotorówce i Wenecji. Za szczególne zasługi w rozwoju województwa bydgoskiego został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Pochowany jest na cmentarzu w Żninie Górze.

- Na kolejce przeszedł niemal wszystkie szczeble zawodowej kariery. Był i konduktorem, i kierownikiem pociągu, w końcu zaangażował się w powstanie muzeum w Wenecji i pozostawienie chociaż jednej linii - już turystycznej - ze Żnina do Gąsawy - wspomina "Dziadka", bo tak wszyscy nazywali pana Leona, jego synowa Alicja Lichocińska.

- Dziadek z najgorszej opresji potrafił wyjść z humorem, znaleźć dobrą tego stronę. Jak do Wenecji przyjeżdżały wycieczki, to wszyscy sobie życzyli, żeby tylko on opowiadał o wąskich torach, życiu na Pałukach.

- Kiedyś nam mówił, że przyjechali do niego studenci z Poznania. Że prowadzili badania na temat wielkości uszu. I teść się cieszył i chwalił, że to on ma największe. A po nim są dopiero prymas Glemp i Jerzy Urban. Zresztą z prymasem spotkał się osobiście. A o Urbanie sporo opowiadał.

- Wielokrotnie, jak wracał do domu z Wenecji, mówił do nas: "Ale się dzisiaj nacyganiłem!"

- Każdy chciał mieć z dziadkiem zdjęcie. Później mu je przysyłali. Z dedykacjami.

Wiele fotek z Leonem Lichocińskim jest w zbiorach Muzeum Ziemi Pałuckiej. Swoje prywatne, kolejkowo - zdjęciowe muzeum, ma też Leszek Musiał - emerytowany maszynista Żnińskiej Kolei Wąskotorowej, obsługujący słynny parowóz Px38-805. Pan Leszek dumny jest z posiadania fotki Leona Lichocińskiego, który udziela wywiadu Grzegorzowi Miecugowowi.

- Pamiętam, że jak kończył się sezon, dziadek mówił, że na następny już nie pójdzie, bo nie da rady - opowiada Alicja Lichocińska. - Ale jak zima mijała, już w marcu mnie pytał: "A będziesz mnie podwozić? Bo jak nie, to pójdę pieszo!" No oczywiście podwoziłam go. I znów był na kolejce.

- Dzień przed śmiercią, jak odbierałam go z Wenecji, wsiadł do samochodu, wyciągnął skierowanie od lekarza i mówi do mnie: "Zobacz, co mi napisał! Mam iść do szpitala. Ale ja nie pójdę". Później przeczytaliśmy "pacjent odmówił pobytu w szpitalu".

- Tej pani, z którą pracował, powiedział: "Ja tu umrę, w pracy, ale ty się nie bój". Spadł z ławki, na terenie muzeum, i już się nie podniósł. Wtedy było bardzo upalne lato. Tego dnia jeszcze miał wigor, żeby opowiadać o ukochanej kolejce.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Kara za wspinaczkę na Mont Blanc?

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie