Opłata od smartfonów. Na artystów wylał się hejt. Padły groźby karalne. Mówią jak jest: Łepkowska, Kos-Krauze, K. Cugowski, Polak, Lipiński

Tomasz Dereszyński
Tomasz Dereszyński
ILONA ŁEPKOWSKA: Ten szokujący negatywny odzew po mojej obronie praw twórców eskalował wyjątkowo agresywnie. Wciąż wiele komentarzy pod moimi postami, obok wpisów mnie dotyczących lub pod tekstami związanymi z artystami, atakuje mnie w obrzydliwy sposób.
ILONA ŁEPKOWSKA: Ten szokujący negatywny odzew po mojej obronie praw twórców eskalował wyjątkowo agresywnie. Wciąż wiele komentarzy pod moimi postami, obok wpisów mnie dotyczących lub pod tekstami związanymi z artystami, atakuje mnie w obrzydliwy sposób. Sylwia Dąbrowa
Udostępnij:
Ilona Łepkowska “na barykadę” trafiła po wywiadzie w RMF FM. Słynna pisarka broniła w nim pomysłu pomocy artystom. Oliwy do ognia tzw. “sprawy opłaty reprograficznej od smartfonów” dodały wywiady z Jasiem Kapelą oraz z Sidneyem Polakiem. Hejt i groźby wobec artystów, którzy wypowiedzieli się "za” opłatą od smartfonów, popłynął szerokim strumieniem. Zapytaliśmy ofiary ataków, co ich spotkało?

Jak całą "akcję” widzi i ocenia Ilona Łepkowska? - Do teraz jestem zszokowana skalą ataków na mnie. Po moich wywiadach dla money.pl i rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM (10 maja 2021 r. - przyp. red.), w których broniłam pomysłu na rozszerzenie opłaty reprograficznej, jestem określana najgorszymi wyzwiskami. Słyszę i czytam, że jestem m.in. darmozjadem, złodziejką, pasożytem. Co zastanawiające, te same napastliwe określenia, zwroty, a nawet całe zdania bardzo często się powtarzają. Najgorzej, że cały ten zestaw wyzwisk pojawia się także na dużą skalę również pod wszystkimi nieomal postami jakie piszę na Facebooku, także tymi proszącymi o wsparcie dla charytatywnych inicjatyw - opowiada nam słynna scenarzystka.

Czy głośna rozmowa na antenie RMF FM przelała czarę goryczy? Odpowiada zainteresowana. - Wypowiadałam się często publicznie na wiele kontrowersyjnych tematów. Ale nigdy przy takich okazjach nie spotykał mnie aż taki hejt. Ten szokujący negatywny odzew po mojej obronie praw twórców eskalował wyjątkowo agresywnie. Wciąż wiele komentarzy pod moimi postami, obok wpisów mnie dotyczących lub pod tekstami związanymi z artystami, atakuje mnie w obrzydliwy sposób. Częściowo winię za to Roberta Mazurka. Styl rozmowy o ustawie o uprawnieniach artysty zawodowego, jaką ze mną prowadził redaktor, był moim zdaniem niedopuszczalny. W żadnych standardach dziennikarstwa nie mieści się taki poziom manipulacji i napastliwości jaka spotkała mnie w wywiadzie z Mazurkiem. Dziennikarz prowadził rozmowę wyłącznie po to, by potwierdzić swoją tezę. Natychmiast przerywał mi, gdy tylko to, co mówiłam, nie pasowało mu do założeń - wspomina.

Pomoc dla artystów ma objąć wiele zawodów artystycznych, często niszowych. Na to potrzebne są pieniądze.

Joanna Kos-Krauze, reżyserka i scenarzystka, przewodnicząca Gildii Reżyserów Polskich, również spotyka się z wszechobecnym atakiem.

- Po tym jak wypowiadałam się w obronie ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego skala ataków na mnie była bardzo duża w internecie. Wiele z tych postów to były wprost groźby. Przestałam je śledzić, ponieważ czytanie takich obelg stało się dla mnie bardzo toksyczne - powiedziała.

Reżyserka i scenarzystka zauważa, że skala ataków jest olbrzymia i dociera do wielu. - Podobna agresja dotknęła kilku znajomych mi twórców, którzy również publicznie wstawili się za nowelizacją opłaty od czystych nośników. Z tego powodu wycofali się oni ze wspierania poszerzenia opłaty reprograficznej w mediach lub na swoich kontach społecznościowych. Po prostu boją się, że z powodu tak dużego hejtu będą tracić czytelników, widzów lub słuchaczy.

Nasza rozmówczyni ma żal do polityków za brak wsparcia w trudnych chwilach. - Dziwi mnie, że wciąż w obliczu agresji o takiej skali nie wstawia się za twórcami nikt z publicznych postaci. Moim zdaniem minister kultury powinien w tym wypadku zareagować w obronie artystów, których przecież jest ustawowym reprezentantem. Warto, by podjąć konkretne przewidziane prawem kroki, które powstrzymają internetowe groźby. Przecież istnieją narzędzia, które mogą wytropić serwery z jakich pochodzą zastraszające posty. A my twórcy przecież jedynie bronimy swoich praw do tego, co obowiązuje niemal wszędzie w Europie.

I tu dotykamy drażliwej acz ważnej kwestii i pytania “kto za tym stoi”. - Według mnie za wieloma internetowymi atakami stoją lobbyści reprezentujący importerów i dystrybutorów sprzętu elektronicznego. To ich biznesowi przeszkadza pomysł na nowelizację opłaty reprograficznej - uważa Joanna Kos-Krauze.

Czarny PR. Takie określenie powtarza się też u innych i wygląda na to, że może pochodzić z jednego źródła “dyspozycji” akcji deprecjonowania skierowanej do zwolenników pobierania opłaty reprograficznej od smartfonów. Najłagodniejsze epitety padające w stronę Joanny Kos-Krauze to m.in. „darmozjad", "kolejna z koterii, która chce rabować Polaków", "cwaniara, która sięga do cudzych kieszeni”, czy "przedstawicielka artystów uważających się za rasę panów chcących, by pozostali podludzie na nich pracowali”. To tylko kilka przykładów. Jest ich znacznie więcej.

Krzysztof Cugowski, piosenkarz, autor, kompozytor, który wiele już w swoim życiu widział i przeżył, jest zszokowany skalą agresji. - Znam bełkot i nieuzasadniona agresję jakie wylały się w związku z obroną ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego i (rozszerzenia - przyp. red.) opłaty reprograficznej. Powtarza się mediach jakieś bzdury o tym, że opłata ma być podatkiem. Słyszę od kolegów z branży różne historie na ten temat. Dotykają ich niespotykane ataki tylko z powodu, że wstawili się za absurdalnie błahą stawką 1 proc. opłaty od smartfonów, czyli za rozwiązaniem, które obowiązuje od lat niemal wszędzie w Europie. Czytają oni o sobie, że są darmozjadami pasożytami, złodziejami. Za wspominanie o tym 1 procencie grozi się artyście, że da się jemu w twarz. Tego rodzaju hejt spotyka również muzyków, którzy nie są w głównym nurcie walki o opłatę.

Krzysztof Cugowski problem widzi choćby w braku świadomości w polskim społeczeństwie. - Sądzę, że na taką agresję ma wpływ specyfika naszego społeczeństwa. Tłumaczenie ludziom, czym są tzw. dobra intelektualne i że biorą się one z czyjejś pracy, jest trudnym wyzwaniem. Bo ludzie i tak wiedzą swoje, a potem reagują hejtem nawet na jakiejkolwiek sugestie, że dzieła twórców mają swoją wartość. Do społeczeństwa też docierają jakieś mity, wyssane z palca brednie o rzekomych wielkich zarobkach muzyków. Czytamy później agresywne ataki w stylu „nie będę dawać jakimś darmozjadom pieniędzy za smartfona”, czy pretensje w stylu „jeszcze z mojej krwawicy mam się do nich dokładać?”. Co gorsze tego rodzaju napastliwe bzdury powtarza kilku znanych i cenionych przeze mnie dziennikarzy. Oni też, nawet jeśli pośrednio, przyczyniają się do tych sieciowych napaści.

Słynny artysta, od dekad na scenie, pamięta zdarzenie z czasów poprzedniej władzy. - Co mnie dziwi, to fakt, że kilka lat temu nie było nawet cienia takiego hejtu jaki teraz wiąże się z opłatą reprograficzną. Wówczas rządząca poprzednia ekipa, zabierała artystom koszty uzyskania przychodu i wprowadziła VAT na koncerty. Wtedy też ludzie kultury protestowali ale ich sprzeciw nie spotkał się z żadnym masowym hejtem, żadnymi wrzaskami przeciw „darmozjadom”. Obecnie gdy ktoś słusznie myśli i pracuje nad tym, by nam twórcom cokolwiek dać, nawet ten symboliczny 1 proc. to nagle wybucha jakiś wielki internetowy hejt. Dlatego można sądzić, że w tym wypadku w sieciowych atakach na ludzi kultury macza swoje palce lobby elektroniczne - konstatuje Krzysztof Cugowski.

W ustach naszych rozmówców pobrzmiewa zwrot “zorganizowany hejt”. Najnowszy raport instytutu prawokonsumentow.org opublikowany 2 sierpnia 2021 r. opisuje zjawisko kupczenia opiniami w internecie. Jak czytamy w nim, “fabryki internetowych opinii i "lajków” trzymają się mocno. Dysponują arsenałem wiarygodnych tożsamości do wynajęcia. Wpływają na opinie i decyzje konsumentów”.

Zatem czy analogicznie jest możliwy “zakup” zorganizowanego hejtu na artystów? Konkretnie na naszych rozmówców? Tego nie wiemy, bo nie złapano, na razie, nikogo za rękę.

Sidney Polak, jedna z ofiar hejtu na artystę do granic wyobraźni, długo nie chciał się wypowiadać dla mediów. Na perkusistę, wokalistę, kompozytora, producenta, także dziennikarza, spadł niewiarygodny hejt za poparcie rozszerzenia opłaty reprograficznej o smartfony. - Za wstawienie się za artystami docierało do mnie pełno wyzwisk. Ale też trafiały się zwykłe groźby takie jak „Sidney jak cię spotkam, to dam ci w ryja” lub akcja na Wykopie zatytułowana „Wiemy gdzie Sidney Polak ma studio. Możemy do niego podjechać i zrobić z nim porządek” - mówi nam z wielkim żalem.

Artysta, który m.in. wstąpił w programie “Hejt Park”, dodaje, że zaatakowało go “kilkadziesiąt dziwnych postaci”. - Poblokowałem te konta w dwa dni i wówczas agresja ustała. Dlatego moim zdaniem ci hejtujący są botami, sztucznie tworzonymi kontami, których celem jest zastraszanie. Możemy się jedynie domyślać, kto za tym stoi i czyim interesom przeszkadza opłata reprograficzna. Istnieją w Polsce firmy, które można wynająć do takich działań hejterskich. Płaci się kilku lub kilkunastu ludziom, by tworzyli armię botów. Tak powstałe konta udają prawdziwe osoby lecz w rzeczywistości to martwe dusze, osoby, które nie istnieją - komentuje.

Kto może za tym stać? Kto za to płaci, zleca działania? - Biznes elektroniczny jest w stanie sfinansować całą armię trolli piszących bzdury, co w domyśle właśnie się dzieje w związku z planami poszerzenia opłaty reprograficznej. Te boty nawzajem lajkują swoje wpisy, co jeszcze bardziej nakręca zasięgi. Gorzej, że takie trolle posuwają się do gróźb, jak to się działo w moim wypadku. Ktoś kto zarządza takimi agresywnymi postami ma pewnie odpalonych 20 anonimowych kont. Nie jest dla niego problemem, by też wysyłać z tych fałszywych profili groźby właśnie dlatego, że pozostaje anonimowy - uważa muzyk.

Sidney Polak dodaje, że takie ataki dość często są skuteczne. - Niestety te opłacone armie trolli osiągają swój cel, którym jest zrobienie wrażenia. Wielu artystów zostało zastraszonych w ten sposób. Ludzie kultury boją się publicznie bronić opłaty od smartfonów. Trzeba ośmielać artystów i pokazywać im, że to jedynie wyreżyserowany przez kogoś internetowy spektakl, który ma uciszyć tych, którzy działają wbrew interesom cyfrowego lobby. Oni po prostu bronią swojego olbrzymiego rynku - uważa muzyk.

Jak reagować na wirtualne wyzwiska? - Ja nie przejmuję się tym, że zapłacone konta piszą o mnie jako o „darmozjadzie”, „złodzieju”, „debilu” lub „pasożycie”. Może wziąłbym to do siebie, gdyby to były prawdziwe opinie moich słuchaczy. W rzeczywistym życiu żaden hejt związany z tematem opłaty reprograficznej mnie nie spotkał.

Sidney Polak zapewnia, że od czasu wywiadów w mediach, w których bronił opłaty reprograficznej, zagrał dużo koncertów i na żadnym z nich nikt mi nawet nie powiedział, że nie ma racji w sprawie opłaty od smartfonów.

Internetowy hejt na artystów nie zaczął się li tylko w chwili pojawienia się propozycji uregulowania statusu artysty zawodowego i poszerzenia opłaty reprograficznej (maj 2021 r. - przyp. red.), z której budżetu ma być finansowana pomoc dla najbardziej potrzebujących twórców. Otóż zaczął się dużo wcześniej.

Tomasz Lipiński, muzyk, wokalista, autor tekstów i kompozytor, świadek ważnej debaty na temat dyrektywy o prawie autorskim UE wspomina tamte dni. - Hejt wobec mnie osiągnął apogeum tuż przed głosowaniem przez Parlament Europejski dyrektywy o prawie autorskim (26 marca 2019 r. przyjęta przez Parlament Europejski - przyp. red.). Przeciwnicy dyrektywy lansowali wtedy bardzo intensywnie hasło Stop ACTA 2. Strona o tej nazwie była wtedy najbardziej aktywna i za cel brała sobie twórców i polityków popierających planowane regulacje prawa autorskiego. Atakowany byłem nie tylko ja, ale też między innymi Maria Sadowska, która również publicznie wspierała regulacje dla twórców.

Jak się bronić przed tego rodzaju atakami? Można blokować w internecie, zgłaszać na policję, przestać czytać. Co zrobił nasz rozmówca? - Przed najbardziej agresywnymi atakami udało mi się obronić, po prostu blokowałem takich komentujących. Nadal mnie atakowano, ale postanowiłem się tym nie przejmować. Kiedy ostatnio StopActa2 określiło mnie mianem znanego lobbysty ZAiKS-u, poczułem się wręcz doceniony. Problemem StopActa2 było to, że mało osób przychodziło na ich protesty, a rzekomo wielki ruch społeczny okazał się pozornym.

Hejt na artystów dotarł też do filmów zamieszczonych na kanale Muzotok. Poniżej kilka soczystych przykładów.

“Dobrze że po występie Sydneya i Jasia Kapeli w hejt parku ludzie sobie uświadomili że to jest zwykłe złodziejstwo i nikt nie będzie tej ustawy popierać”, “Z kogo Wy robicie idiotów? Kolejny podatek, bo Jaś Kapela nie może sprzedawać swoich "dzieł". Do roboty, a nie w głowie Wam nasze pieniądze”, “Największy ból tyłka mają ci, co nie dostosowali się do nowych czasów. Duża część artystów, udostępnia swoje albumy za darmo na YT. Gdzie nie mają z tego kokosów i oni jakoś nie płaczą”, “Tyle, że ja nie oglądam waszej szmiry na moim urządzeniu. Swoją drogą jeśli nie potraficie zarobić na życie własnym rzemiosłem to najwyraźniej do dupy, was artyści, Może więc czas wziąć się do uczciwej roboty i zarabiać na siebie a nie wyciągać łapę po cudze. Skur**syństwo!”, “Do pracy nieroby!”, “To po prostu złodziejstwo tych bandytów artystów, których nikt już nie chce oglądać. Złodzieje i bandyci”, “Dać ćpunom haj na narkotyki - zajebisty pomysł”, “Weźcie się do uczciwej pracy, wy chciwi cwaniacy”, “Przestańcie brzdąkać i idźcie do pracy”.

Przypomnijmy, że wicepremier i minister kultury prof. Piotr Gliński w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" zapowiedział, że opłata reprograficzna nie będzie dotyczyć smartfonów.

Zapowiedź braku smartfonów wśród urządzeń objętych opłatą reprograficzną wywołała sprzeciw m.in. Związku Zawodowego Muzyków RP. Oświadczenie podpisali m.i.n. Wanda Kwietniewska i Krystyna Prońko.

Chodzi o rozporządzenie do projektu ustawy o statusie zawodowym artystów. W rozporządzeniu wprowadza się nowe urządzenia od których pobierana ma być opłata reprograficzna (od 1 proc. do 4 proc.). Na znalazło się na niej miejsce dla smartfonów. Organizacje zrzeszające artystów postulują od dawna, by także smartfony znalazły się na liście i zaproponowały, by opłata wynosiła 1 proc.

Wiadomo, że smartfon jest urządzeniem multimedialnym a rynek sprzedaży tych urządzeń w Polsce jest dynamiczny. Rocznie sprzedaje się kilka milionów smartfonów (z danych IDC za 2020 r. w Polsce sprzedano ok. 8,5 mln smartfonów o wartości ok. 9 mld zł - przyp. red.), a opłata pobierana od każdej sprzedanej sztuki znacząco podniosłoby kwotę przeznaczoną na wsparcie dla, jak wyliczono, dla ok. 70 tysięcy twórców kultury.

Związkowcy reprezentujący muzyków mają żal do ministra kultury i wyrażają rozczarowanie oświadczeniem wicepremiera ws. smartfonów. "Smartfony, które są dziś osobistymi centrami kultury powinny być niekwestionowanym, głównym źródłem rekompensaty za kopiowanie w ramach dozwolonego użytku należnej muzykom i innym artystom. Wyłączenie ich z listy urządzeń objętych opłatą reprograficzną znacząco zredukowało by jej wysokość, zwiększając w ten sposób drastycznie postępującą pauperyzację środowisk twórczych. Na to nie ma naszej zgody".

Muzycy wezwali premiera Mateusza Morawieckiego i ministra kultury prof. Piotra Glińskiego "do opamiętania i wzięcia odpowiedzialności za wieloletni ciąg zaniedbań i karygodną bezczynność w tej sprawie".

Oświadczenie podpisał zarząd ZZM RP w składzie: Wanda Kwietniewska, Krystyna Prońko, Maciej Zieliński, Ryszard Wojciul, Wojciech Konikiewicz, Leszek Biolik, Wojciech Wójcicki.

Opłata reprograficzna funkcjonuje w Polsce od 1994 r. i zazwyczaj pobierana jest od urządzeń służących do kopiowania i odtwarzania muzyki, filmów, obrazów i tekstów. Opłata reprograficzna od wymienionych w rozporządzeniu wynosi od 1 do 4 proc. ceny urządzeń.

Problem w tym, że od lat lista przedmiotów objętych opłatą reprograficzną nie była aktualizowana. Do tej pory opłatą reprograficzną objęte są urządzenia już nie produkowane takie jak magnetofony i magnetowidy. Nowe nośniki zostały właśnie dopisane do projektu ale nie uwzględniono, i jak widać nie zamierza się wpisać, expressis verbis smartfonów, których sprzedaż jest liczona w milionach sztuk.

Pod koniec lipca 2021 r. Sidney Polak napisał list otwarty pt. “Artyści, nie bójcie się!”. Zaapelował w nim do twórców, by ponad podziałami, zwarli szeregi i publicznie wypowiedzieli się w sprawie. Cały list można przeczytać na stronie zaiks.org.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie