"Nie zauważamy drugiego człowieka. Boimy się miłości" - mówi proboszcz bydgoskiej Bazyliki [rozmowa]

Roman Laudański
Ks. Sławomir Bar: - Nie zauważamy drugiego człowieka. Boimy się miłości.
Ks. Sławomir Bar: - Nie zauważamy drugiego człowieka. Boimy się miłości. Tomek Czachorowski
Udostępnij:
Rozmowa z księdzem Sławomirem Barem, proboszczem parafii pw. Świętego Wincentego a’ Paulo.

Czym jest adwent?
Czasem radosnego oczekiwania, przygotowania na przyjście Pana Jezusa.

W bydgoskiej bazylice pokazaliście, że część kościelnych pomieszczeń można przeznaczyć na noclegownię. Może takie działania potrafiłyby zainspirować do pomocy migrantom na polsko-białoruskiej granicy?
Kilka tygodni temu podpisaliśmy braterskie porozumienie z jedną z parafii w Białymstoku. Chodzi o wsparcie potrzebujących ludzi w duchu świętego Wincentego. O ile wiem, tam powstały i będą powstawały polowe miasteczka – „namioty nadziei”. Dwa są już gotowe. One zostały przygotowane właśnie dla uchodźców, dla najbiedniejszych ludzi. Byłem tam w sierpniu, kiedy problem z migrantami na granicy dopiero się zaczynał. Ludzie z okolicznych miejscowości i parafii już wtedy zaczynali zbiórkę rzeczy dla potrzebujących.

W publicznym przekazie obowiązują dwie narracje. Według pierwszej twardo bronimy granicy, co oczywiście jest obowiązkiem państwa. W drugiej padają pytania o człowieczeństwo, o miłosierdzie. O uczynki miłosierdzia: głodnego nakarmić, spragnionego napoić, nagich odziać.
Każdemu, bez względu na narodowość, zapatrywania polityczne należy pomagać. Pomagać należy potrzebującym np. w Syrii. Podam przykład z Bydgoszczy. Kilka miesięcy temu zorganizowaliśmy spotkanie na temat pomocy uchodźcom w Aleppo. Zaprosiłem do Bydgoszczy zajmujących się tym ludzi. Spotkanie było nagłośnione w mediach. Proszę mi powiedzieć, ile osób przyszło na to spotkanie?

Zakładam, że tylko kilka.
Nikt. To pokazuje, że jeśli chodzi o pomoc ubogim, potrzebującym, uchodźcom, to raczej rzadko jesteśmy tym zainteresowani. W bazylice prowadzimy różne akcje pomocowe. Czy myśli pan, że jest dużo chętnych do niesienia pomocy? Pewnie często jest tak, że ludzie siedzą w bamboszach w wygodnym fotelu przy kominku i w ten sposób w mediach naprawiają świat. Jak mało jest ludzi, którzy tak naprawdę się angażują, poświęcają swój czas innym? Nie mówię o pieniądzach, a o czasie, żeby pobyć w towarzystwie ludzi potrzebujących naszej pomocy. W raporcie „Szlachetnej Paczki” można przeczytać, że mamy w kraju dwa miliony ubogich ludzi w Polsce. A jedna trzecia Polaków ich nie zauważa?!

Jest coś nie tak z naszym człowieczeństwem.
Gdzieś je zagubiliśmy. Dlatego zadaniem Kościoła, drogą synodalną, którą ma Kościół podążać jest zauważanie wreszcie drugiego człowieka. Pomoc, wsparcie dla potrzebujących. Nasz założyciel, święty Wincenty a’ Paulo mówił: kochajmy Boga, bracia, w pocie czoła i w trudzie naszych rąk. To jest dewiza naszego zgromadzenia. Staramy się to robić.

Wywołał ksiądz Aleppo, Syrię. Media podały, że na polsko -białoruskiej granicy znaleziono zwłoki 24-letniego Issy Jeriosa, chrześcijanina z Syrii. Issa znaczy Jezus. Adwent będzie przygotowywał do Bożego Narodzenia, a młody Jezus umarł na granicy… Bardzo to symboliczne.
Przypomnę inną sytuację. Dwa tysiące lat temu pokazali w Jerozolimie Jezusa i Barabasza. Jezusa, który głosił miłość i Barabasza, który był zbrodniarzem. Wszyscy pamiętamy, kogo ludzie kazali ukrzyżować. Tak naprawdę nie zmieniliśmy się. Boimy się miłości. Boimy się miłosierdzia. Boimy się drugiego człowieka. W czasie pandemii chyba jeszcze bardziej zamknęliśmy się na drugiego człowieka.

Może nasza religijność jest bardzo powierzchowna?
Ilu Polaków chodzi dziś do kościoła? Może trzydzieści procent. A siedemdziesiąt procent to co? To dlaczego wskazujemy, że chrześcijanie nic nie robią, tylko chodzą do kościoła i nie pomagają. Jest wręcz przeciwnie. Widzę zaangażowanie chodzących do kościoła. Biorą udział w prowadzonych akcjach. Nie generalizowałbym, że czekamy na święta, jesteśmy tak wierzącym krajem, a niczego nie robimy. Większość i tak nie przychodzi do kościoła. Pojawia się tylko co trzeci.

Podczas wieczerzy wigilijnej wielu z nas postawi dodatkowe nakrycie dla „spóźnionego wędrowca”.
Myślę sobie, że obecna sytuacja od strony politycznej jest trudna. A my mamy ciągotki, by patrzeć, rozprawiać o wielkich sprawach dziejących się gdzie indziej, a nie zauważamy sąsiada potrzebującego pomocy. Gdybyśmy te puste nakrycia przy naszych stołach, w naszych domach przeznaczali dla sąsiadów potrzebujących pomocy, to nie musielibyśmy w bazylice otwierać ogrzewalni dla kobiet i mężczyzn. Możemy rozprawiać o granicy, a wokół siebie nie zauważamy potrzebujących. Przychodzą do nas często mężczyźni w wieku 70 plus. To nie są bezdomni, a ludzie odrzuceni przez najbliższych. Wszyscy musimy dokonać rachunku sumienia.

A jednak nie zamykamy się na pomoc.
Dużo pomagamy, zgoda. Tylko nie chodzi o pieniądze, a o czas. O zauważenie drugiego człowieka, o bycie z nim i przy nim. Ile wokół nas osób samotnych, schorowanych? W ramach akcji „Bazylika pomaga” dostarczamy do domów pomoc dla potrzebujących. Przynieśli mu żywność w piątek, a w poniedziałek jedzenie wisiało na klamce. Okazało się, że mężczyzna nie żył od trzech dni. Nikt do niego nie zajrzał.

Nie trzeba migrantów, granicy i lasów.
Dlatego uważam, że często sami jesteśmy „migrantami” w naszych mieszkaniach, domach, ogródkach i posiadłościach. Żebrzemy nie tyle o pomoc, co o spotkanie z drugim człowiekiem.

W Puszczy Białowieskiej utonęło 21 żubrów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie