Część uczniów nie chce wracać do szkół. Mówią, że "przyziemili i przydołowali". Teraz kartkówki nie są najważniejsze

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Część uczniów nie chce wracać do szkół przed wakacjami. 123rf
- Mojej uczennicy zmarła babcia, a uczniowi – mama. Czy mam teraz skoczyć temu chłopcu czy tej dziewczynce do gardła i pytać, gdzie są ich rozprawki, zeszyty ćwiczeń, zaległe zadania? Nauczyciele mają dziś do wykonania zupełnie inną pracę niż robienie kartkówek. Dzieciaki są w bardzo złej kondycji psychicznej i tym musimy się zająć. Niektóre dzieci są obecnie w takim stanie, że wymagają natychmiastowej interwencji kryzysowej – mówi Marcin Korczyc, prezes Fundacji Ja, Nauczyciel, m.in. uczy historii i języka polskiego.

Do końca maja wszyscy uczniowie mają wrócić do nauki stacjonarnej w szkołach. Duża grupa uczniów zaprotestowała przeciwko temu w internecie. Te osoby twierdzą, że powrót do szkół tuż przed wakacjami i to na krótki czas, nie ma sensu. Mówią, że przestawienie się na naukę stacjonarną będzie dla nich trudne. Ósmoklasiści przekonują z kolei, że chcą w spokoju uczyć się do egzaminu, a powrót do szkół - jak mówią - na chwilę, te przygotowania zakłóci. Czy mają rację?

Na to pytanie nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Jestem przekonany, że powrót do szkoły ma głęboki sens, nawet na tak krótki czas. To jest potrzebne i uczniom, i nauczycielom. I jestem także pewien, że powrót nie będzie łatwy. Obserwujemy, że nie wszyscy uczniowie chcą wracać do szkoły. Ogromna rzesza uczniów, bo licząca ponad 500 tys. osób, poparła przecież protest przeciwko powrotowi do nauki stacjonarnej. Myślę, że problem dotyczy również nauczycieli.

Trzeba się zastanowić, dlaczego aż tyle osób nie chce wracać. Co się stało? Ostatnio spotkałem na ulicy mojego ucznia, który nie pojawiał się na zdalnych lekcjach od trzech tygodni. Zatrzymałem się i porozmawialiśmy. Powiedział mi uczciwie, że przyziemił, że boi się powrotu. Stwierdził też, że zdaje sobie sprawę z zaległości i że postara się uczestniczyć w zajęciach. To samo, co z tym chłopcem, stało się z dużą częścią uczniów w Polsce.

Oni, jak sami to określają, przyziemili, przydołowali. Część z nich nie angażowała się w nauczanie zdalne, część ma zaległości, część nie wie, jak spojrzeć w oczy nauczycielom po miesiącach nieobecności. Te dzieci autentycznie się teraz boją powrotu. Według mnie, te 500 tys. osób podpisało się przeciwko powrotowi do szkół właśnie ze strachu. Jeśli nauczyciele powiedzieli im, że się teraz rozliczą, że będą sprawdziany, bo muszą być oceny na koniec roku, to ja się nie dziwię, że dzieci odczuwają lęk.

Jeden uczeń na Facebooku napisał, że na samą myśl o tornadzie kartkówkowym, nie chce mu się żyć. Może uczniowie jednak reagują zbyt emocjonalnie, przesadnie? Kartkówki zawsze były.

To nie chodzi tylko o te sprawdziany, ale też o konfrontację z nauczycielami i rówieśnikami. Chodzi też o powrót do rytmu, od którego wszyscy się odzwyczailiśmy. W równym stopniu dotyczy to nauczycielek i nauczycieli. Nam także zdarza się zaspać, być w gorszej formie. Niech pierwszy rzuci więc kamieniem ten, kto nigdy nie zaspał, kto nigdy nie miał problemów z połączeniem zdalnym, nie był w gorszej formie danego dnia. Ten rok rozmontował wszystko – relacje między uczniami, procesy nauczania, procesy grupowe. Szkoły organizacyjnie są rozłożone. My wszyscy, uczniowie, nauczyciele i rodzice, musimy zastanowić się, jak teraz pracować i pomóc dzieciom w tym powrocie. Pierwszą rzeczą nie może być więc ocenianie, najpierw trzeba dobrze zdiagnozować ten lęk.

Kartkówki i sprawdziany nie są esencją tego, co powinniśmy teraz robić. Lepiej będzie z uczniami wyjść do lasu, porozmawiać, dać im pewną przestrzeń. Jestem przekonany, że jeśli uczeń nie uczestniczył w lekcjach czy nie odrabiał prac, to można to z nim załatwić. Można wyznaczyć mu nowy termin. Nauczyciele mają dziś do wykonania zupełnie inną pracę niż robienie kartkówek. Dzieciaki są w bardzo złej kondycji psychicznej i tym musimy się zająć.

Mam taką zasadę, że ocenami uczniów za bardzo się nie zajmuję. Moi uczniowie zdają teraz dwa duże działy z historii dwudziestolecia międzywojennego. Pytają mnie, kiedy będą oceny. Mówię im, że będą wtedy, jak coś będą umieli. To wszystko uprościło. Brak presji spowodował, że popołudniami zgłaszają się do mnie po dwie, trzy osoby, które przeczytały materiał i którym mogę wystawić piątki, bo jest za co.

Czy ten chłopak, który powiedział panu, że przyziemił, jest odosobnionym przypadkiem?

Statystycznie w klasie, która liczy 25 uczniów, taki problem ma 5-6 osób. Trzeba też powiedzieć, że niektóre dzieci podczas zdalnego nauczania świetnie sobie radziły. Nauczyły się np. inaczej zarządzać własnym czasem. Zauważyłem też, że ktoś, kto był bardzo aktywny w pierwszym semestrze, w drugim nagle przygasał lub nawet nam na chwilę zniknął, nie uczestniczył w lekcjach. Uczniowie mieli różne momenty i nastroje, i to trzeba zrozumieć. W różnych okresach nauki zdalnej pracowały różne zespoły uczniów, np. przez miesiąc sześcioro dzieci było bardzo aktywnych, brało na siebie ciężar pracy. Potem te dzieci się wycofywały i uaktywniała się inna grupka uczniów. Mogę się tylko domyślać, że wpływała na to sytuacja w domu, choć tak naprawdę nie wiem tego. Powodów mogło być wiele. Niektóre dzieci są obecnie w takim stanie, że wymagają natychmiastowej interwencji kryzysowej. Nas, nauczycieli, bardzo to martwi, bo my nie zawsze wiemy, jak z tymi dziećmi postępować, nie mamy tak szerokich kompetencji w tym zakresie. Nauczycieli przecież nie przygotowywano do roli interwentów kryzysowych. Powiem więcej - jeśli pomyślimy, że będziemy musieli rozwiązywać problemy uczniów na tak szeroką skalę, to my też mamy obawy, tak jak uczniowie.

A może uczniom po tym zdalnym nauczaniu po prostu nic się nie chce robić, może oni się zwyczajnie rozleniwili?

Pani praca też się zmieniła, proszę powiedzieć uczciwie, czy pani się rozleniwiła?

Mam więcej pracy.

Ja tak samo. Spędziłem rok w domu, który jest dość duży, wszyscy w mojej rodzinie mają laptopy i pracują zdalnie. Można powiedzieć, że to idealne warunki do lenistwa. Owszem, narzuciłem sobie tyle pracy i taki rytm, że pracowałem dwa razy więcej niż w normalnym trybie nauczania. Przyznam, że zauważyłem w sobie duże oznaki zmęczenia. Nam, nauczycielom, też się nie chce. I to dotyczy również innych zawodów. To dotyczy wszystkich. Jest zalecenie, że lekcja zdalna powinna trwać 30 minut. Czasem ona

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xxxxx

Myślę, że wśród uczniów szerzy się fala przewlekłego lenistwa, skutek braku samodyscypliny, poczucia obowiązku, oraz czynników dyscyplinujących do nauki. Dlatego błędem jest roztkliwianie się nad "leniwcami" unikającymi szkoły. Trzeba im po prostu powiedzieć : koniec laby, wracamy do pracy.

Dodaj ogłoszenie